2009-03-14 03:01:58 >>

Wschód deszczem obmyty...



Zakochana - do reszty z rozumu obrana. Szaleje i tańczy, w ręce trzyma cząstki pomarańczy. Przez te parę chwil poczuła się potrzebna. Potrzebna tak bardzo, bezpretensjonalnie...

Szli przed siebie. Deszcz powolną, leniwą mżawką spływał po ich zamyślonych twarzach. Każde z osobna w swoim świecie. A te światy tak doskonale się przeplatały, uzupełniały, czasem szokowały...

Nie widzieli się dawno. Niegdyś nie mając przed sobą tajemnic i skrępowań, teraz tak nieśmiali, uważający by się nie urazić wzajemnie... Kulturalni i prawie trzeźwi. Ludzie zagubieni gdzieś daleko... Smutni i radośni jednocześnie...  Czuć to było w powietrzu. Wilgotnym i zimnym a jednak tak rozkosznym i energetycznym. Rozmawiali tak jak by się znali z popszednich wcieleń. Czasem zupełnie nie używając słów bo i tak wiedzieli wszystko.

Nadszedł czas pożegnania...





skomentuj (0)