2010-01-06 03:10:32 >> ANIOŁ ŚMIERCI PRZYNIÓSŁ MIŁOŚĆDwoje ludzi spotkało się na skraju lat. Jak to mówią? Miłość od pierwszego wejżenia? Tak jak by to siebie właśnie szukali przez ten cały świat. Upojnie się bawili nie do końca wierząc w szczęście swoje. Kolczykiem w języku pieszcząc słowa. Koniuszkami palców dotykając magii ciszy i hałasu. Zachwyceni sobą zamknęli się szczelnie w tej rozkoszy. Towarzyszył im ktoś. Ktoś bliski. Przyjacielem można było go nazwać... No właśnie. Można było... Było. Bo już nie będzie. Oni wstali rano tacy radośni. A on nie.
Krew z ust zaschła już. Oddech ustał. Serce zamknęło się w sobie. Na zawsze. Ona wiedziała od razu. On okłamywał się i szukał choć źdźbła życia w przyjacielu. Nastała wielka cisza. Syrena karetki też zamilkła. Pierwszy ratownik na widok jego mogiły kazał reszcie się nie spieszyć.. Ocz były już takie puste... Ten fiolet ogarniał jego ciało coraz bardziej z minuty na minutę. I erekcja... Całego ciała. Martwego 22-letniego ciała.... I się już nie poruszył, nie powiedział nic głupiego i mądrego też.
Policja. Zbyt dużo pytań. Żadnych odpowiedzi. Żąłądek się zwinął w kłębek. Wymioty, wymioty, wymioty. A oni ciągle go nie zabierają. Nie przykrywają. Jemu jest kurwa zimno!!! Widzę mimo chodem jego twarz. Bez wrazu. Z zaciśniętymi zębami. Pytania, drwiny. Sześcioro ludzi skulonych po kątach na przemian płaczących, milczących. Ta nieznośna cisza. Ta cholerna cisza! Niech ktoś ją zabije! Nie jego, ją!!! Zdjęcia, zeznania. Tyle i tyle puszek, butelek, śmieci. Nic nie znaczących śmieci. I krasnoludek. Cholerny wrocławski krasnolud. Pan Władza wziął go w swoje łapy i nagle to on stał się w centrum uwagi. - Kto to tu prszyniósł? - Cisza.... - Kto to tu przyniósł...? - Nie wiemy.
Sześcioro ludzi na przemian płaczących i milczących ma głęboko w dupie krasnoludka Panie Władzo. Do kurwy nędzy. Przyjaciel nie żyje!!! Kogo obchodzi krasnolud!!!!
Po kolei na komendę. szczegółowe zeznania. Znowu wymioty. Papieros za papierosem, łza za łzą... On umarł. Nie wróci tu już. I kto to powie rodzicom? Że ich niedoszły syn - lekarz odszedł gdzieś daleko, może jest za siedmioma górami i chyba za rzeką.
Już po wszystkim. Koniec historii. Prawdziwy koniec...
Ale każdy koniec jest początkiem czegoś nowego. Miłość. Czy to możliwe? Przed chwilą myślałam, że tak. Ale z każdą minutą przestaję wierzyć. A minuty biegną nieubłaganie. W godziny się zamieniają. Do wschodu coraz bliżej. A wtedy i to umrze.
Mówisz Kocham, Chcę Być z Tobą. To gdzie do cholery jesteś???? O wschodzie umrze we mnie wszystko to w co udało Ci się wedrzeć . Kolejna śmierć. Wszystko umiera. Wszystko. Kolejny raz. Ostatni raz.... Ten ostatni raz. I nie poleci już żadna łza... skomentuj (1) |
|
|||||||